BÓL –ROZDZIAŁ, KTÓRY WKOŃCU SIĘ ZAMKNĄŁ
"Musi Pani przywyknąć, bo przy Pani chorobie ten ból będzie".
Skoro tak, dobrze. Przywykłam do tej myśli i najlepiej jak umiałam starałam się to zaakceptować. Jedna operacja, druga, trzecia i kolejne. Potem kilka lat względnego spokoju i powrócił niewyobrażalny ból biodra, które wcześniej już spotkało się ze skalpelem. Operacja nr 8 –nie było już innej możliwości jak zdecydować się na endoprotezoplastykę. Wcześniej były robione plastyki panewki, części kości udowej, ale dysplazja w stawie była tak duża, że kość ocierała o kość, to wszystko przy każdym minimalnym ruchu się ścierało, a panewka była na pograniczu wypadnięcia.
Zapytacie jak to możliwe, żeby staw tak się zużył skoro nie chodzę?!. Otóż przy pewnych stanach chorobowych naprawdę nie trzeba zbyt wiele. Rok 2021... Znowu zaczęło się coś, czego nigdy nie lubiłam–; jeżdżenie od jednego lekarza do drugiego, z jednej konsultacji na drugą. Jeden lekarz mówił to, drugi co innego. Trafiłam na konsultacje do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. Przyjął mnie przemiły lekarz. Opowiedziałam o sobie, o swojej chorobie i o wszystkich procesach leczenia jakie przeszłam. Instynktownie czułam, że trafiłam w dobre miejsce. Lekarz widząc moje przerażenie w oczach obejrzał wszystkie wyniki, prześwietlenia i powiedział: Zrobimy tak, że będzie dobrze i ból stopniowo będzie znikał. Pomyślałam:
Jak to ból zniknie, przecież wcześniej lekarze mówili, że on będzie... Szczerze mówiąc nie dowierzałam.
Poddałam się temu całemu procesowi badań rentgenom, tomografom komputerowym, scyntygrafii kości i jeszcze kilku innym rzeczom i w 2022 roku w czerwcu trafiłam na stół operacyjny. Bałam się, cholernie się bałam, choć ze wszystkich sił próbowałam nie dać po sobie poznać –z marnym skutkiem😂 Gdy się obudziłam miałam już nowe biodro. O dziwo nie czułam bólu, takiego jakiego się spodziewałam. Jakiś ból był, ale już nie taki jak kiedyś, symboliczny. Przetaczano mi kolejny worek krwi, (łącznie było ich pięć). Następnie, zaczął się bardzo szybki, żmudny i długi proces rehabilitacji, by nogę uruchomić.. Zginanie, zwiększanie zakresu, odwodzenie, siadanie i inne rzeczy. Początki, o zgrozo; nie wiedziałam, gdzie jest sufit, a gdzie podłoga, przekleństwo goniło przekleństwo, łzy same ciekły i bywało różnie. Co jeszcze pamiętam jako koszmar stymulację blizny, czyli masaże powięziowe by oderwać bliznę od mięśnia. Piszę to i mam łzy w oczach, to było coś czego nie dało się wytrzymać nawet z poduszką na twarzy i zaciśniętymi zębami ja się po prostu darłam!. Pewnej formy bólu, nie da się opisać, nic, co warte jest zapamiętania, naprawdę mało przyjemne, ale bardzo potrzebne. Dziś jest rok po operacji, 2 –lata biorąc pod uwagę całość leczenia.
NIE BOLI MNIE NIC😁SAMA W TO NIE WIERZĘ, ALE LEKARZ SŁOWA DOTRZYMAŁ😍 NOGA MA ZWIĘKSZONY ZAKRES RUCHOMOŚCI. STAJE (OCZYWIŚCIE PRZY POMOCY) O WIELE, WIELE PEWNIEJ BO O WIELE LEPIEJ SIĘ CZUJĘ .
Większość z was jeśli będzie to czytać zapyta i co teraz? Odpowiem; moja niepełnosprawność nie zniknie, ale życie i funkcjonowanie bez BÓLU jest o wiele lepsze, łatwiejsze i przyjemniejsze niż z BÓLEM. Kiedy to piszę płaczę i się śmieje jednocześnie, bo naprawdę nie sądziłam, że doczekam momentu, kiedy ból zniknie na dobre.


Przeszłaś wiele. Ty tylko o tym wiesz najlepiej. Kto stoi z boku może tylko współczuć. Mozolna, długa droga. A ja tylko cieszę się bardzo że ból minął. Trzymam kciuki oby już. nigdy nie wrócił.
OdpowiedzUsuńWspółczuć? Szczerze nie lubię tego słowa. Mam takie życie, jakie mam i czasami jest mi cholernie ciężko, ale to bardziej efekt maksymalnego zmęczenia, wszystkim tym, co za tym idzie...
UsuńWow, aż ciary mi przeszły jak to przeczytałam. Słowo pisane ma moc! Bardzo osobisty i pełen inspiracji wpis. Jestem z Ciebie dumna ❤️❤️❤️ Jesteś silną kobietą, która walczy do samego końca.
OdpowiedzUsuńWszyscy na ogół widzą dziewczynę na wózku, która stara się nie utyskiwać. Jednak tam w środku nieustannie walka trawa.
UsuńGratuluję, stało się to na,co czekałaś tak długo.Super 💪
OdpowiedzUsuń