WALKA Z COWIDEM

Ostatnimi czasy, wpisy nie są regularne. Ubolewam nad tym faktem, ale cóż zrobić, kiedy forma jeszcze taka sobie. Co prawda po operacji czuję się coraz lepiej i podtrzymuję słowa, które wypowiedziałam w niedawno nagranym filmiku😊Od kilku dni, przyszło mi toczyć walkę z covidem, tak dopadł i mnie. Moja mama go złapała no i siłą rzeczy odziedziczyła reszta domowników😀Dziś można prawie powiedzieć, że jestem na finiszu tej walki , ale jeszcze parę dni temu, myślałam, że ciało po zabiegu boli bardziej otóż NIE!

14 LIPCA TERMIN ZDJĘCIA SZWÓW W KLINICE

Czwartek wcześnie rano, wstaję bo na 9.20 mam wyznaczoną wizytę w klinice w Gdańsku. Przy pomocy rodziców, ogarniam się potem pierwszy raz po operacji wsiadam do samochodu i ruszam z tatą w drogę. Wszystko znoszę dobrze, noga nie boli więc się cieszę, bo trochę się obawiałam, ponieważ w pozycji siedzącej spędziłam ponad 2 godziny. Myślę o drodze do Gdańska i z powrotem. W szpitalu wszystko idzie sprawnie. Szwy zostają ściągnięte, lekarz mówi, że wszystko ładnie się goi, nie ma żadnych obrzęków. Wyznacza więc koleiną wizytę na (4 sierpnia ), podczas której ma zostać wykonany rentgen, by zobaczyć jak się ma nowe biodro😉jeśli zdjęcie RTG nie wykaże niczego, co może niepokoić, pewnie będę mogła pomału zacząć obciążać nogę. Wracamy więc do domu, kompletnie nie mając pojęcia co wydarzy się później... 

DROGA DO DOMU

W trakcie drogi powrotnej, zaczęła boleć mnie głowa. Pomyślałam więc, że to stres i napięcie razem wzięte więc postanowiłam trochę się zdrzemnąć. Kiedy dotarliśmy do domu, zarówno ja jak i mój tato jedyne o czym marzyliśmy to o tym, by się położyć. Jak już się położyliśmy, tak było po nas😓Ja wysoka gorączka i torsje, tato dreszcze i kaszel. Kiedy połączyliśmy wszystkie puzzle układanki, wyszło, że i my złapaliśmy covida. Historia ma jednak dobry finał. Jesteśmy  na finiszu tej walki, bo dziś  kiedy to piszę wyglądam tak
Myślałam, że ból pooperacyjny będzie czymś nie do wytrzymania, jednak ból mięśni, głowy i całego ciała przy covidzie był czymś okropnym dla mnie😔W tej historii będzie HAPPY END. Jedyne, co mnie martwi to brak apetytu, od momentu operacji. Po prostu jem bo muszę

Komentarze