TROCHĘ MNIE TU NIE BYŁO... ALE POMAŁU WRACAM
Pierwsze słowa tego postu, piszę drżącą ręką po dłuższej przerwie. Przerwie spowodowanej pobytem w szpitalu i operacją. Ostatni czas, nie należał do najłatwiejszych, ale skoro powiedziało się A, trzeba było powiedzieć też B. Pomalutku wracam do żywych i do tego, co lubię i co mnie ciekawi, pasjonuje, jara😃Nie jest to łatwe, szczególnie gdy mój organizm (wycieńczony do granic) przez ostatnie kilka tygodni sporo przeszedł... Zacznijmy od początku
Przed godziną 10 rano pojawiłam się na oddziale ortopedii i traumatologii ruchu. Poproszono mnie o przebranie się w szpitalne fatałaszki, potem zaproszono do pokoju przyjęć. Na dzień dobry wykonano mi szereg zleconych badań i pobrano duże ilości krwi, jak się potem okazało po operacji czekała mnie spora przeprawa i kilkukrotne przetaczanie krwi.
28 CZERWCA, DZIEŃ OPERACJI
Noc przed operacją, przespałam o dziwo spokojnie. Rano koło godziny 7 zaczęto przygotowywać mnie do zabiegu. Przyniesiono specjalną piżamkę, leki i jeszcze kilka innych rzeczy
Na blok operacyjny zjechałam jako druga, (koło godziny 9.30) Pamiętam, że ktoś zapytał mnie jak się nazywam, potem pamiętam wielką lampę, jakaś kobieta o miłym głosie podczepiała pode mnie mnóstwo kabelków. Ktoś po cichu dodał, nie stresujmy dziewczyny niech idzie spać... no i od tego momentu pamiętam ciemność, tylko ciemność.
Gdy się obudziłam miałam już nowe biodro. O dziwo nie czułam bólu, takiego jakiego się spodziewałam. Jakiś ból był, ale już nie taki jak kiedyś, symboliczny. Była godzina 16. Pamiętam, że pierwsze słowa, które wypowiedziałam brzmiały; czy wszystko poszło dobrze i czy mam nogę. Pamiętam wielki monitor, monitorował moje serce💓 saturację i wydolność. Na twarzy miałam maskę tlenową, byłam pokłuta jak nigdy wcześniej i bardzo słaba
Sporo krwi straciłam, sporo więc musiano mi jej podać. Na samym bloku, podczas operacji podano mi jedną jednostkę, czyli jeden woreczek krwi, potem kolejne 2 jednostki (dwa woreczki) i przed wyjściem do domu jeszcze dwa. Wymęczona, obolała, każdego ranka starałam się wierzyć, że będzie coraz lepiejNiebywałe za każdym razem, kiedy podawano mi krew czułam jakby wstępowało we mnie życie.
REHABILITACJA NA DRÓGĄ DOBĘ PO OPERACJI, CZYLI NIE MA, ŻE BOLI😁
To, co się wydarzyło po raz kolejny dla mnie było spójnym systemem poznawania siebie, swojej siły. Wszystko to pokazało mi, że po mimo początkowych lęków i obaw poradziłam sobie z cierpieniem.
Skołowana, przestraszona dobę po powrocie z sali pooperacyjnej zaczęłam pierwsze ćwiczenia z rehabilitantami. Oczywiście nie były to bóg wie jakie wygibasy, tylko powolne, stopniowe zginanie nogi w stawie, (nowym stawie) odwodzenie, bo przywodzić mi nie wolno!!!Potem napinanie mięśni, podnoszenie nogi do góry...no i siadanie najpierw ze spuszczoną nogą na łóżku, zaś drugim etapem było siadanie na wózek
Na początku w mojej głowie, była obawa przed bólem. Bólu jednak nie było, było tylko ciągnięcie, które z każdym kolejnym dniem jest coraz mniejsze bo siadam coraz częściej. Stawać jeszcze przez jakiś czas na nogi mi nie wolno, bo muszą się zasklepić dobrze pewne tkanki, które zostały naruszone bym mogła nogę zacząć pomału obciążać.
Kiedy piszę te słowa, nie ma jeszcze nawet dwóch tygodni od zabiegu , a ja już śmiało mogę powiedzieć, że czuję znaczną poprawę. Możecie wierzyć lub nie, ale życie bez bólu zaczyna mi się podobać. Trudno to opisać, ale kiedyś bez powodu, w najmniej oczekiwanych momentach biodro przeskakiwało, strzelało i delikatnie mówiąc było do d**y😉Bo bolało jak cholera.
Teraz, kiedy siadam łapie się na tym, że czekam, że mi coś chrupnie, przeskoczy, zaboli, a tu nic😂 Dziwnie, kiedy pomału zginasz nogę nic nie łupie, kiedy zgnasz się w biodrach by usiąść na wózek i nic nie boli. W domu ćwiczę pomalutku i ostrożnie przy pomocy i kontroli rodziców. Od 10 sierpnia jeśli nie będzie przeciwskazań lekarskich, zaczynam trzytygodniowy turnus w Ciechocinku, ten potrwa do 31 sierpnia. Wracam od 2 września do 16 jestem na dwutygodniowym turnusie w Mielnie. Wracam z Mielna, chwila oddechu i od 4 października zaczynam trzytygodniowy turnus w Centrum Rehabilitacji w Elblągu. Trzymajcie za mnie kciuki, żebym dała radę💪Trzymajcie za mnie kciuki także w najbliższy czwartek 14 lipca, jadę wtedy na kontrolne badania i zdjęcie szwów. Mam pełną świadomość, że zabieg, na który wyraziłam zgodę nie był wyciśnięciem pryszcza😜tylko poważną ingerencją! Piłowano mi kości, by dobrze obsadzić w miednicy sztuczny staw! Wierze w to, że każdego dnia będzie coraz lepiej
BĄDŹCIE ZE MNĄ💖






Czekałaś, czekałaś i nareszcie masz to za sobą.Ten cały stres, niepełnosprawność i nerwy. Jesteś silna, jesteś dzielna ,brawo🥰
OdpowiedzUsuńBuziaki Aga
Trudno się nie zgodzić. Ten rok mnie doświadczył i zmęczył. Wiele badań, konsultacji, niepewności i łez. Obaw czy operacja się uda? Na szczęście wszystko poszło zgodnie z założeniami lekarskimi. Można więc śmiało powiedzieć, że czerwiec nie jest już tylko miesiącem moich urodzin. Drugą ważną datą w kalendarzu jest i będzie (28 czerwca 2022) Dzień, w którym odbyła się operacja zmieniająca i poprawiająca komfort mojego życia. Kiedyś ból był stałym towarzyszem mojego funkcjonowania. Od momentu zabiegu, ból stopniowo znika i pojawia się rzadko. Doktor powiedział, że w końcu zniknie na dobre i ta informacja cieszy mnie najbardziej💚
OdpowiedzUsuń